5 prostych posiłków na każdy dzień pracy – zestawienie #3

Jak w każdą sobotę mam dla Was zestawienie głównych posiłków z każdego dnia pracy. Od dawna dzielę się nimi z Wami na instagramie dlatego postanowiłam gromadzić pomysły na jedzenie w pracy z całego tygodnia w jednym wpisie.

Przyznaję – w tym tygodniu dwa z pięciu nie były przygotowane przeze mnie, ale oba są na tyle proste, że można je przygotować samodzielnie.

Poniedziałek – po treningu

Tak często wygląda mój talerz w dzień treningowy. Grillowany kurczak, mnóstwo warzyw i całe awokado. Tak, jestem w stanie to zjeść :)

Wtorek – zupa dobra na wszystko

Było zimno i apetyt mi nie dopisywał więc postanowiłam przygotować zupę na bogato. Składniki takie jak w paleo chili con carne, tylko z większą ilością wody.

ŚRODA – powtórka z rozrywki

Zdjęcie zrobiłam w sobotę ale posiłek był tak smakowity, że postanowiłam go powtórzyć w tygodniu. Wiejska kiełbasa podsmażana bez dodatkowego tłuszczu, boczniaki na maśle, domowe ogórki kiszone i pietruszka. Tak, wygląda tak jak smakuje :)

Czwartek – pieczony kurczak


Kurczak był wiejski i darowany. Nie ma lepszego sposobu na kurczaka niż pieczenie w całości więc znowu skorzystałam z własnego przepisu i upiekłam nadzianego czosnkiem. Na talerzu pojawił się też kalafior i pieczarki na maśle.

Piątek – późny obiad w restauracji


Nie będę udawać. Mi też nie zawsze chce się gotować. W takich momentach dobrze mieć w zanadrzu zaufane lokale. W moim przypadku do takich należy bez wątpienia krakowska Trattoria Pergamin. Tym razem zamówiłam schab z kością z grillowanymi warzywami i grzybami na maśle.

I tym razem mam nadzieję, że te kilka zdjęć wraz z opisami pozwoli Wam przekonać się do samodzielnego przygotowania posiłków i przywiązywania dużej wagi do tego co znajduje się na Waszych talerzach. Chciałabym napisać, że zmykam na trening. Niestety,  nie jestem idealna, podczas wczorajszej rodzinnej uroczystości pozwoliłam sobie na odstępstwo od diety, zjadłam trochę nabiału i dziś zmagam się z koszmarnym obłożeniem zatok. Liczę na to, że szybko się uspokoi!

  • Klaudia

    Czy zjadasz węglowodany w czystej postaci ? Jakieś kasze, itp ? Wiem, że trenujesz związku z tym takie moje pytanie co jadasz przed i po treningu ? Uzupełniasz wtedy węgle, czy jesz w taki sam sposób jak wciagu dnia kiedy nie trenujesz ? Pytam, ponieważ pół roku temu byłam na paleo przez niespełna 3 miesiące. Przerwałam, ponieważ na początku zleciało mi kilka kg (co dla mnie nie było istotne), a później zaczęłam „puchnąć”. O tyle i ile przybywające kg nie były dla mnie problemem o tyle problematyczne zaczęły się robić przybywające nagle cm. Dlatego przerwałam, bo chyba coś poszło u mnie nie tak. Czy Twoim jedynym źródłem węgli są warzywa ?

    • Tu jest wszystko o moim dniu treningowym: http://cookitlean.pl/moj-paleo-jadlospis-dzien-treningowy/

      Ciężko mi powiedzieć co mogło być powodem Twojego niepowodzenia. Nie wiem dokładnie co jadłaś. Może Twój organizm źle reaguje na jakiś składnik?

      • Klaudia

        Dziękuje zapoznam się z nim :) Trudno mi samej powiedzieć, podejrzewam że może coś poszło nie tak na linii węgle-tłuszcze. Po pewnym okresie czasu chyba jakoś po 1,5 miesiąca zwiększyłam podaż węgli bo zaczęłam miewać problemy z zatrzymywaniem się okresu i gdzieś tam zaczęło mi doskwierać zmęczenie. Zjadałam ich początkowo coś w granicach 70-90 + warzywa. I potem zwiększyłam chyba do mniej więcej 120-150 g. Kurcze sama nie wiem czy to może chodzić o to, chciałabym znowu wrócić do paleo bo czułam się świetnie tylko mam obawy że zacznę znowu tyć. Pytałam Cię o te węgle, ponieważ trenuje siłowo z coraz to większym obciążeniem chcąc budować masę mięśniową, i zastanawiam mnie jak to powinno wyglądać okołotreningowo właśnie. Ja od dłuższego czasu węgle jem tylko 2 razy dziennie na 2 śniadanie i po treningu. Przed tylko białko i małą ilość tłuszczów. Z paleo mi obecnie zostało śniadanie, już nigdy nie wrócę do „węglowych” śniadań. pozdrawiam

        • fuxiatka

          Pozwolę sobie wtrącić się do rozmowy – jak na osobę budującą masę mięśniową (więc ciężki i wymagający trening) masz bardzo mało węgli w swojej diecie. 150g to wartość minimalna której nie powinno się obniżać, chyba że wchodzisz na ketozę. A 70g to w ogóle bardzo mało… Do budowy mięśni niezbędna jest wysoka podaż węglowodanów, nie tylko białek. Czy Ty sama ustalasz sobie dietę czy czuwa nad tym ktoś doświadczony?

          • Wydaje mi się, że ciężko operować konkretnymi liczbami w stosunku do wszystkich. Ja trenując ciężko siłowo również utrzymuję niski poziom węgli. Ja niestety mam problem ze zbożami wszelkiego rodzaju (mam tu na myśli również kasze) i z warzywami skrobiowymi. Staram się dopychać owocami zawierającymi sacharozę tuż po treningu i powoli wprowadzam bataty.

            Zauważyłam jednak, że gorzej fizycznie się czuję, jeśli tych węglowodanów w diecie mam więcej. Więc wychodzę z zalożenia, że każdy z nas jest inny. Ja chyba lepiej funkcjonuję na tłuszczach.

            Klaudia napisała, że miała tych węgli 70-90 g + warzywa a pytanie ile było w warzywach? I jakie były źródła węgli? I czy ograniczając węgle zwiększyła ilość tłuszczu?

          • Klaudia

            Też mam takie samo zdanie jak Kasia. Obecnie +/- jem ich 160-170 g również jestem osobą, której bardziej służy tłuszcz niż węgle. Dlatego zjadam takie ilości, kiedyś było ich sporo więcej i raz że czułam się fatalnie a dwa na treningach szło mi o wiele gorzej. Zarówno wtedy jak i dziś moim źródłem węgli było / jest kasza jaglana i pęczak + płatki owsiane. Po większym ilościach węglowodanów byłam śpiąca, zmęczona (mimo że wtedy wysypiałam się i nie trenowałam ciężko), a co gorsze po zaledwie 2 godz. odczuwałam głód. Trenując zdecydowanie gorsza kondycja, mniej „mocy”. Nie jestem laikiem, poznałam już swój organizm i ciało, pracowałam również z trenerem. Nadal się uczę, ale jestem na takim etapie że wiem co jest dla mnie dobre. Tylko właśnie nie daje mi spokoju co wtedy poszło nie tak ze mną. Tłuszczu wtedy ani nie zwiększałam ani nie zmniejszałam. Warzywa jadłamdo każdego posiłku i jem nadal sporo.

          • fuxiatka

            Zgadzam się. Ja generalnie też o wiele lepiej się czuję nie jedząc zbóż i strączków (na dodatek moja choroba to wyklucza), niemniej jednak bardzo niski poziom węglowodanów bardzo szkodzi pracy tarczycy, a problemy z jej pracą prowadzą do poważnych zaburzeń innych organów. Wydaje mi się że mniej istotne jest źródło pozyskiwania węglowodanów a ważniejsza ich ilość (200 g dziennie z warzyw i owoców – dlaczego nie). To jest moja teoria, ale nie upieram się, że dobra i słuszna, bo testuję tylko na sobie i ew. opieram się na doświadczeniach innych osób ;)

  • fuxiatka

    Bardzo fajny post. Dobra inspiracja zawsze w cenie!
    Wcale mnie nie dziwi (ale domyślam się, że niektórych może), że jesteś w stanie „to wszystko zjeść” – ja też, a nawet więcej ;)