Gdzie zjeść w Krakowie – Ed Red

O Ed Red głośno jest od samego początku za sprawą „transferu” jednego z najsłynniejszych polskich szefów kuchni (Adama Chrząstowskiego) z Ancory właśnie do tej nowo powstałej restauracji. O tej historii nie będę się rozpisywać, kto chce ten znajdzie. Co dla mnie było ważniejsze to informacja, że restauracja będzie (a właściwie już jest) zaopatrywana w mięso krów rasy Limousine, które uwielbiam pasjami. Właściwie jest to jedyna wołowina jaką ostatnio jadam w domu. Dodatkowo Ed Red szczyci się tym, że jako jedyny w kraju posiada profesjonalną szafę do sezonowania mięsa. Nie miałam jeszcze przyjemności próbować steków z sezonowanej wołowiny więc to miejsce z automatu trafiło na listę „musisz odwiedzić”. Poza tym to „stejkownia” więc kto jak kto ale ja musiałam się tam w końcu pojawić.

Ed Reda postanowiłam odwiedzić z Człowiekiem Dietą, czyli Ritą prowadzącą bloga re:adthelabel. Jedyna znana mi w Krakowie blogująca paleomaniaczka to idealne towarzystwo do mięsnej kolacji ;)
Recenzję Rity znajdziecie tutaj: Ed Red Kraków

No więc wypełnione nadzieją po czubki głów skierowałyśmy swoje kroki do restauracji mieszczącej się rzut beretem od rynku.

Ale zanim zacznę o jedzeniu. Mam małe zboczenie zawodowe i upajam się dobrym brandingiem, którym niewątpliwie może pochwalić się Ed. Świetne logo i spójna stylistyka wszystkich materiałów bardzo do mnie trafiają. Całość sugeruje, że to miejsce dla ludzi a nie nadętych bufonów. Miejsce, gdzie da się dobrze zjeść a nie pokazać (chociaż podejrzewam, że w tej chwili to drugie też jest bardzo na miejscu ;)). Szczerze mówiąc wnętrza odzwierciedlają to podejście. Pomieszczenia, w których gości nas Ed są raczej surowe, królują w nich szarości i brązy. Efekt jest taki, że… nie zwraca się na nie uwagi ;) Nie wiem czy to tylko my, ale rozejrzałyśmy się chyba tylko po to, żeby móc Wam coś o wnętrzach właśnie napisać. Dla mnie to jak najbardziej na plus. Widzę, że jest czysto to nie zwracam uwagi na dekorację … tylko na to co mam na talerzu.

Podobały mi się jednak takie detale wyposażenia jak starannie przygotowane menu, serwetki z metkami restauracji (!) i… nóż do steka. Piękny, ostry nóż z prawdziwego zdarzenia. A nie jakiś tam nóż do pizzy, którego ktoś przez pomyłkę podał do steka ;)

Dobrze, teraz czas na jedzenie!

Przystawka

Na przystawkę zażyczyłam sobie sałatę pod jajkiem w koszulce z pstrągiem wędzonym na miejscu. Trochę obawiałyśmy się, czy zmieścimy przystawki i wielkie kawały mięcha ale czego się nie robi dla czytelników? Poza tym ta pozycja w menu wyglądała wyjątkowo kusząco. I powiem Wam… nie zawiodłam się! Sałata sałatą, jajko jajkiem (te uwielbiam w każdej postaci) ale ten pstrąg! Przepyszny, kremowy, rozpływający się w ustach z wyczuwalnym posmakiem wędzonki. Niebo w gębie. Całość komponowała się idealnie.  Po takim wstępie, mimo, że trochę już najedzone, nie mogłyśmy się doczekać na…

Danie główne

Jak nietrudno się domyślić musiałam zamówić sezonowane mięso z rusztu. Padło na New York. Przy zamówieniu nie podałam stopnia wysmażenia o co czujnie wypytała pani kelnerka – duży plus :) Zamówiłam krwisty, trochę podchwytliwie a trochę dlatego, że go uwielbiam (jak na paleo barbarzyńcę przystało) do tego grillowane warzywa.

Trochę czekałyśmy na nasze dania główne. Kiedy przede mną pojawiła się deska z mięsem i dodatkami pojawiło się pierwsze rozczarowanie. Warzywa były dalekie od ideału już na pierwszy rzut oka. Kiedy ich spróbowałam okazały się mocno przesmażone i słone. Właściwie trudno było rozpoznać co się je. Rozczarowałam się również kiedy zobaczyłam Bavette na talerzu Rity. Właściwie to byłam mocno zszokowana bo mięso wyglądało jakby po wydaniu z kuchni ktoś o nim zapomniał na 15 minut. Mój stek prezentował się pięknie (jeśli tylko zasłoniło się dłonią warzywa). Niestety kolejne rozczarowanie nastąpiło jak tylko zaczęłam go kroić. Otóż, moi drodzy… dostałam go w wersji medium. Nawet nie medium rare. Po prostu medium. To o dwa stopnie za daleko!

Nie mam kompletnie żadnych zarzutów do smaku czy konsystencji. Był bardzo smaczny, soczysty i nie sprawiał trudności w jedzeniu. Ale uwierzcie mi, po miejscu owianym taką sławą spodziewałam się, że mięso będzie dobrze wysmarzone. Duży, duży minus! Takie sytuacje zdarzają mi się często w różnych restauracjach (właściwie tylko raz w Krakowie dostałam prawdziwego, krwistego steka), jestem w stanie zrozumieć (choć nie zaakceptować), że wynika to głównie z niewiedzy klientów i ludzie dostając krwiste mięso mogliby doznać szoku. Jednak ciężko mi zrozumieć, że w miejscu, które szczyci się mięsną specjalizacją i szczególną dbałością o detale i edukuje własnych klientów (patrz poniżej) popełnia się tak podstawowe błędy.

Ten materiał edukacyjny znalazłam na fanpage Ed Red.
Ten materiał edukacyjny znalazłam na fanpage Ed Red.

Jedzenie popijałyśmy wodą i winem. Moje było różowe, nie pamiętam nazwy ale poznacie po tym, że jest to jedyne dostępne na kieliszki. Bardzo smaczne!

Obsługa

Początkowo obsługująca nas kelnerka była bardzo w porządku, wiedziała dokładnie co i jak podaje się w restauracji,  udzielała wyczerpujących informacji i była bardzo miła. Obsługiwała nas bardzo sprawnie (dopytała o stopień wysmarzenia – szkoda tylko, że nic to nie dało) na stoliku nie zalegały nam puste naczynia. No ideał. Nie wiem czemu ale w okolicy dania głównego wszystko zaczęło się psuć. Przede wszystkim mamy wrażenie, że dania przyszły do nas za późno (mięso Rity było zimne!). Kiedy kończylyśmi swoje porcje Pani przyszła spytać, czy czegoś jeszcze potrzebujemy więc odpowiedziałyśmy, zgodnie z prawdą, że wina i rachunku. Wino przyszło. Rachunek już nie. Kelnerka zniknęła. Rozpłynęła się w powietrzu.

Dopiero po ingerencji Rity dostałyśmy rachunek od innej osoby, która nie była do końca zorientowana w naszym zamówieniu. Na szczęście wszystko się zgadzało. Nie rozumiem tylko dlaczego się tak stało. Nie spotkałam się wcześniej z taką sytuacją, do tej pory kelnerka „porzuciła” mój stolik tylko raz, w Al Capone, po dostarczeniu rachunku. No ale zobaczcie sami jaka to była recenzja.

Podsumowanie

Tak mieszanych uczuć dawno nie miałam (jeśli kiedykolwiek?). Zastanawiam się czy wrócę. Pewnie tak, ale pewnie spróbuję innych pozycji menu. Albo ktoś da mi gwarancję, że mięso będzie takie jak chcę. Albo jeśli będę miała ochotę na stek medium ;) Odnoszę wrażenie, że cała aura, którą roztacza się wokół tego miejsca jest trochę przerośnięta. Być może szef kuchni nie czuwa wystarczająco nad jakością?

  • Z tym w zupełności się zgadzam,cyt. „po miejscu owianym taką sławą spodziewałam się, że mięso będzie dobrze wysmażone…” Następnym razem polecam odwiedzić Mekong na Wadowickiej -specjalizują się w kuchni orientalnej!

  • alex

    A można liczyć na recenzję Zlatej Ulicki po zmianie Menu? byłem tam raz i zastanawiam się czy warto wracać