Detoks Cukrowy – tydzień drugi za nami

Ale te tygodnie lecą! Dopiero co publikowałam podsumowanie pierwszego. Na dobrą sprawę ten detoks mija strasznie szybko i zaczynam się zastanawiać czy nie jest za krótki.  Zaczynam się też zastanawiać, czy go sobie nie przedłużyć? Chyba by mi go brakowało!

Mój detoks

W czasie całego detoksu nie myślę o tym, czego mi nie wolno, po prostu jem to co jest na zielonej i żółtej liście. Dlatego też, mam takie wrażenie, nie ciągnie mnie specjalnie do żadnych zakazanych produktów. Tak z ciekawości zaczęłam się zastanawiać czego najbardziej mi brakuje? Przypominam sobie te smakołyki, które zajadałam w grudniu: czekolada, lody, bakalie, mak z bakaliami, owoce… nie no nic nie wzbudza we mnie szczególnych emocji! Czary? Przypadek? Nie sądzę! Wygląda na to, że detoks działa! Raz tylko złapałam się na głodnym spojrzeniu w kierunku sernika w jednej kawiarni ale szybko udało mi się opanować. Zresztą … sernik? Przecież ja nie jem nabiału! ;)

Niestety w tym tygodniu dopadł mnie spadek siły, który zapowiadano w książce. O dziwo dokładnie tak jak tam opisano … dwunastego dnia detoksu! Podczas sobotniego treningu w dwóch seriach martwego ciągu 115 kg nie ukończyłam trzeciego powtórzenia. W ostatniej byłam już tak wkurzona na siebie, że poszło, ale i tak dało się zauważyć, że coś jest nie tak. Wg książki powinnam zwiększyć dawkę węglowodanów po treningach. Wypróbuję już jutro, zobaczymy czy to coś da na dłuższą metę. Gofry kasztanowe z tartym zielonym jabłkiem na kolację brzmią całkiem zachęcająco, nieprawdaż?

Akcja na facebook

Bez słowa komentarza do akcji podsumowanie się nie liczy ;) W tym tygodniu moją szczególną uwagę zwróciło to, że wielu z Was zaczyna już obserwować pozytywne efekty detoksu. Oczywiście nie mówię tu o wadze bo waga to tylko przyjemny skutek uboczny. Nie o to tu chodzi, pamiętajcie! Ale lepsze samopoczucie, fizyczne i psychiczne, więcej energii … to jest to na co liczyłam. Bardzo spodobało mi się też stawianie pod znakiem zapytania powrotu do wcześniejszych nawyków żywieniowych. I bardzo dobrze! To też jest funkcja detoksu – uświadomienie nam jak pożywienie wpływa na nasze życie, uświadomienie nam, że otacza nas cukier, który wcale nie pomaga nam w utrzymywaniu zdrowia na dobrym poziomie. Ilu z Was zaczęło czytać etykiety w sklepach? Ja wcześniej, choć wstyd przyznać, robiłam to sporadycznie. Teraz nie wrzucam nic do koszyka bez wcześniejszego przestudiowania składu.

O co chodzi z tą marchewką?

Już dwie osoby zaalarmowały mnie, że marchew ma wysoki indeks glikemiczny i podnosi poziom cukru w organizmie więc powinna być usunięta z zielonej listy. Moim zdaniem w żywieniu chodzi nie tylko o makroelementy i liczby ale też o koncepcję „whole foods”. Nieprzetworzona żywność składa się z bogactwa makro i mikroelementów, które są skomponowane tak, by organizm mógł je jak najlepiej spożytkować. Dlaczego mikroelementy są tak istotne? Bo biorą one udział w przetwarzaniu węglowodanów i zamianie ich na energię. Dlatego kalorie kaloriom nierówne, ilość węglowodanów w żywności przetworzonej nie równa się ilości węglowodanów zawartych np warzywach, czy świeżym mięsie (whole foods). Dokładnie tak samo jest z indeksem glikemicznym.

No właśnie. Indeks glikemiczny. O co w tym wszystkim chodzi i dlaczego nie jest on miarodajny w każdym przypadku?

Za Wikipedią:

Indeks glikemiczny jest definiowany jako średni, procentowy wzrost stężenia glukozy we krwi po spożyciu, przez reprezentatywną statystycznie grupę ludzi, porcji produktu zawierającej 50 gramów przyswajalnych węglowodanów.

Nie wiem jak dla Was ale dla mnie to brzmi strasznie sztywnie. Jak każde badania statystyczne. Sami wiecie, że ich wyniki nie zawsze można dopasować do rzeczywistości (widzieliście wyniki niezależnych badań satysfakcji klientów ZUS? ;) ). Problem z Indeksem Glikemicznym jest taki, że nie bierze on pod uwagę średniej wielkości porcji! Ile gramów węglowodanów ma 100g marchwi? 8,7 gramów. Ile waży średnia, obrana marchew? 45 gramów. Zatem ile musielibyśmy zjeść marchewek, żeby osiągnąć 50 g węglowodanów? Dwanaście. Powodzenia. Ja jeszcze nigdy nie zjadłam więcej niż 2 sztuki ;)

Lepiej ogólnie korzystać z Ładunku Glikemicznego.

Zestawię sobie jeszcze narzekanie na marchew z narzekaniem na zakaz spożywania chleba, płatków owsianych itp – nie sądzicie, że to trochę zabawne? Te produkty tak samo jak marchew gotowana ( surowa ma niski IG) mają wysoki Indeks Glikemiczny.

Jak żyć po detoksie?

Choć trudno mi się z tym pogodzić to do końca już coraz bliżej. Musimy się więc przygotować do życia po ukończeniu programu. Książka „21 Day Sugar Detox” zawiera kilka rad, które pozwoliłam sobie rozwinąć:

  • Zastanów się co tak naprawdę wnosiły produkty, których unikałeś/aś podczas detoksu. Czy tak naprawdę ich potrzebujesz?
  • Stwórz listę produktów, których używałeś wcześniej a których pozbyłeś się na czas programu. Wykreśl te, bez których możesz żyć.
  • W pierwszej kolejności wprowadzaj produkty nieprzetworzone, stopniowo, np w ramach jednego posiłku w ciągu dnia.
  • Jeśli nie jesteś przekonany czy produkty przetworzone, których unikałeś mają na Ciebie zły wpływ to zrób test. Wybierz sobie ten, za którym tęsknisz szczególnie. Jednego dnia dodawaj go do każdego posiłku. W kolejnych dwóch dniach wyklucz go ponownie. Twój organizm powie Ci, czy przywracanie tego produktu to dobry pomysł ;)
  • Nie rzucaj się łapczywie na tabliczkę czekolady czy butelkę alkoholu. Nie prezentuj swojemu organizmowi cukrowego szoku. Nic dobrego z tego nie wyniknie.

OK. Strasznie się rozpisałam ale mam nadzieję, że to przeczytacie i wcielicie w życie. Przed nami jeszcze tydzień więc trzymajcie się dzielnie i pamiętajcie o konkursie ;)

Powyższy artykuł ma charakter edukacyjny i nie może być traktowany jako substytut fachowej wiedzy lekarskiej/specjalistycznej. Autorzy cookitlean.pl nie biorą odpowiedzialności za sposób wykorzystania zawartych w nim informacji przez czytelników.

Podziel się z innymi, udostępnij ten wpis!
  • Kuba

    powodzenia :) ja już 4 miesiąc na detoksie :)

  • Hania

    Och, tekst o IG – jakbyś czytała w moich myślach, kocham Cię za ten tekst o marchewce i IG. Jest grupa insulinoopornych na FB i założycielka ma fioła na tym punkcie. Nie dociera do niej, że nie samym indeksem żyje człowiek. Do tego konsultuje ich tradycyjna dietetyczka, która na piedestale ma zboża i nabiał ;) Nie mam siły tam przebywać, bo szkoda życia na walkę z wiatrakami ;) Dzięki za tego bloga!

    • Marchew – taka mała a taka kontrowersyjna! :) Szkoda, że ludzie mają klapki na oczach. Pozostaje mieć nadzieję, że w końcu się otworzą.

      Sama staram się jak mogę uświadamiać :)

      Pozdrawiam!